Edukacja zdalna – czy to się u nas sprawdza?

Od momentu zamknięcia szkół minęło już kilka tygodni. Ale edukacja na tym się nie skończyła. Dzieci uczą się w domach. Opinie na temat są bardzo różne.

W jednym z ostatnich komunikatów na stronie Urzędu Miasta i Gminy burmistrz Szkudlarek podziękował nauczycielom i rodzicom za wysiłek wkładany w to, aby proces nauczania nie został przerwany. Bo rzeczywiście, nauka w domu to spory trud. Zarówno dla dzieci, nauczycieli, ale i  dla rodziców.

Jak działa edukacja w domu? Osobiście znam ją z perspektywy przedszkolnej. Tak, tak, nasze przedszkolaki też mają organizowaną edukację w domu. Tutaj chylę czoła przed paniami opiekującymi się dziećmi w naszym miejskim przedszkolu nr 2 (Miś Uszatek). Regularnie na maila przychodzą nowe zadania, pomysły, a rodzice chętnie odsyłają zdjęcia wykonanych prac przez dzieci. Jednak każde przedszkole realizuje e-zajęcia, przesyła pomysły i tylko od rodziców zależy, czy z tego skorzystają, czy nie.

Dobrze, a jak to wygląda w szkołach? Tu trwa mała rewolucja. Nauczyciele zadają, dzieci, przy wielkim wsparciu rodziców starają się reagować. Szkoły muszą realizować podstawę programową. Organizują zatem zdalne nauczanie poprzez korzystanie z różnego rodzaju platform i komunikatorów. Jak to wychodzi? Tylu, ilu jest rodziców, tyle też opinii. Na naszym profilu na Facebooku, temat nauczania zdalnego przewijał się wielokrotnie, budząc skrajne emocje.

Niektórzy rodzice narzekają, że wolny czas muszą spędzić „próbując nadrobić wysyłane zadania do zrobienia, bo grono pedagogicznie nie kiwnie palcem i jedyne co potrafi, to podsyłać rodzicom stos tematów i zadań do przerobienia”. Albo pojawiają się takie komentarze: „Największym utrudnieniem jest kompletna niechęć nauczycieli do przekazywania podstawy programowej. Zamiast poświęcić więcej czasu w trudnym okresie zamknięcia szkół, to nie robią praktycznie nic i cała odpowiedzialność spada na rodziców. Wysłanie materiału do przerobienia rodzicom, to praktycznie jedyna czynność nauczyciela. Zamknięcie szkół dobitnie odsiało nauczycieli z powołania i tych którzy udają nauczycieli. W efekcie, rodzice pracują 8 godzin w swojej pracy i pracują za nauczycieli kolejne kilka godzin po skończeniu pracy. A nauczyciele? Koronoferie”. Ale zdarzają się też głosy pochlebne, choćby taki: „Co mają powiedzieć nauczyciele, którzy są w tym momencie również rodzicami… Rodzice narzekają, że mają tyle zadań, a oni muszą również je sprawdzić… Szacun…”.

Pamiętajmy jednak, że dla nauczycieli edukacja zdalna to spore wyzwanie, oni też znaleźli się w nowej dla nich sytuacji. Widzieliście programy z lekcjami w TVP? Jeśli nie, to na pewno już o nich słyszeliście. I nie jest winą tych nauczycieli, którzy momentalnie stali się pośmiewiskiem w swoim lokalnym otoczeniu. Ba, niektórzy z nich nawet mówią o wylewającej się na nich fali hejtu w ich rodzinnych stronach (zobacz tutaj). Wina leży raczej po stronie ekstremalnej sytuacji, w jakiej wszyscy się z dnia na dzień znaleźliśmy. Niemal jak za pociągnięciem samurajskiego miecza, zostaliśmy oderwani od typowego, utrwalonego przez długie lata stylu i sposobu edukacji. Edukacji, której charakter mógłby być inny, ale odpowiada ona po części systemowym możliwościom, pewnie i naszym umiejętnościom, ale też naszym oczekiwaniom, co do roli szkoły. Okazuje się, że rola nauczyciela przerasta często niejednego rodzica, choć nie ma na głowie całej klasy. Jasne, wiadomo, najgorzej edukować swoje dziecko. Jedno jest pewne, powrót to ławek i pruskiego ładu w szkole po pandemii może się okazać niemożliwy. I być może to jest jeden z tych paru puzzli naszego życia, które ułożą się lepiej po koronawirusie. Oby tylko się żaden gdzieś po drodze nie zgubił.

Tekst: Adam Choryński

Skomentuj na Facebooku albo napisz do autora.

Więcej o dotychczasowych zmaganiach Swarzędza koronawirusem przeczytasz tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.